Wywiad z Panią Anettą Putek Pałuszyńską

03

Listopad 2019

Dziś miałam okazję przeprowadzić rozmowę z nietuzinkowym pedagogiem zarządzającym wyjątkowym przedszkolem. Pani Anetta Putek – Pałuszyńska jest założycielem przedszkola niepublicznego Papierowy Wiatraczek. W Bagatelce będzie można spotkać Panią Anetę w trakcie warsztatów dla rodziców. Zapraszamy do lektury!

Czym zajmuje się Pani na co dzień?

Pełnię obowiązki dyrektora w placówce przedszkolnej czyli dedykowanej dzieciom od 2,5 roku do 6 roku życia. Oprócz tego, a to jest najważniejsze, jestem nauczycielem i wychowawcą tychże młodych ludzi.

Jak funkcjonuje przedszkole które Pani prowadzi? Jaki jest cel w prowadzeniu tego przedszkola, jakie są Wasze wartości, i czym się Pani kieruje na co dzień w zarządzaniu przedszkolem?

Myślę że najważniejsze w funkcjonowaniu tego przedszkola jest to że ono nie tworzy podziałów. I nie tworzy barier, tylko otwiera. Otwiera przestrzeń społeczną, otwiera przestrzeń fizyczną i pozwala ludziom funkcjonować w zgodzie z naturalnymi procesami. Naturalnymi nie tylko w sensie biologicznym ale też w sensie społecznym. Dlatego, że wszystko to co się tutaj wydarza zmierza do harmonii. Zmierza do równowagi. Nie jest celem funkcjonowania tego miejsca oderwanie go od rzeczywistości i stworzenie jakiejś „enklawy w której oto wydarza się coś tajemniczego do czego trzeba mieć dostęp, kod itd.,” tylko wprost przeciwnie, zależy mi na tym żeby osoby które się tutaj znajdą i mówiąc osoby mam na myśli w równym stopniu dzieci co dorosłych – poczuły że są częścią. Częścią czegoś o wiele większego, częścią czegoś wspaniałego co same współtworzą. Tak najbardziej ogólnie mogę opowiedzieć o idei Papierowego Wiatraczka. A z tego ujęcia biorą się rozwiązania organizacyjne. Bardzo konkretne rozwiązania formalne takie jak brak podziału na grupy, możliwość wybierania miejsca, czasu i formuły pracy, to co zresztą wyrosło u nas z pedagogiki Marii Montessori, oprócz tego możliwość współdecydowania, poczucia swojego sprawstwa, dotknięcia swojej autonomii  i wzięcia odpowiedzialności za tę autonomię. Wszystko to u nas jest, fizycznie.

Powiedziała  Pani że nie chcecie Tworzyć barier. Mam na myśli tez bariery dla rodziców. W tradycyjnych przedszkolach rodzice nie zawsze są mile widziani, takie przynajmniej miałam wrażenie robiąc rekonesans zanim zapisałam córkę do przedszkola.

Przedszkole jest z natury, niezależnie czy to jest tradycyjne przedszkole czy alternatywne, miejscem dedykowanym dzieciom. Moje doświadczenie pokazało mi, że jeśli  wyrwę to miejsce z życia społecznego i przeznaczę je tylko dla dzieci to ta praca nie będzie pełna. Dzieci w tej sytuacji staną się beneficjentami trudności w komunikacji między dorosłymi. To w takim spojrzeniu ma swoje korzenie myśl o tym żeby zrobić to inaczej na przykład stworzyć miejsce, w którym rodzic, dorosły który tu wchodzi, opiekun, dziadek, pan listonosz, jest też przyczynkiem do czegoś. Też dotyka tego miejsca w sposób fizyczny i też ma tu na coś wpływ w takim znaczeniu, że staje się częścią procesu edukacyjnego. Bo nie chodzi o wpływ typu „jestem mama Kasi i zarządzam teraz zmianę koloru krzesełek”. Chodzi tutaj o taki wpływ kiedy dorosły wchodząc na teren przedszkola wnosi tu pewną energię, wnosi swoją osobowość i ta osobowość, energia, to co on robi lub czego nie robi staje się punktem wyjścia do pracy edukacyjnej. Do tego aby obszar tej pracy poszerzyć. Każdy człowiek uosabia tutaj wartość która jest nie do wyrażenia w zakresie jej wielkości i nie do zastąpienia niczym. I tak postrzegamy bycie tutaj. Żadne podręczniki w sensie realizacji programu np. nie dadzą nam tego co kontakt z żywym człowiekiem, którego nieograniczoność jest tego typu, że samo zetknięcie się z nią rodzi sytuacje edukacyjne o jakich podręcznikom i programom się nie śni. A my, jako osoby profesjonalnie przygotowane do tego aby edukacje prowadzić, chwytamy tylko tę możliwość i przekształcamy ją w sytuację edukacyjną.

Czy ma Pani na myśli takie sytuacje kiedy np. tata Hani, który pracuje na wysokościach przychodzi do przedszkola i pomaga oczyścić rynny?

Tak. To jest taka sytuacja. Ten tata staje się zaczynem, tego co pójdzie dalej. Dzieci obserwując tego tatę Hani pracującego tam na naszym dachu natychmiast zadają pytania. Wiatraczek jest takim miejscem, w którym pytanie ma moc sprawczą. Działa jak potężny impuls który popycha proces uczenia się (rozwoju) do przodu. Dorosły  w takim ujęciu jest wręcz niezbędny. Jeśli  odetnę rodziców od bycia tutaj, współtworzenia tego miejsca to zabiorę finalnie dzieciom ogromną przestrzeń i ogromny potencjał edukacyjny z otoczenia. Ten dorosły, rodzic, jest częścią historii dziecka – ucznia. Dlatego mówię do rodziców: wejdźcie tu. Natomiast, byście mogli być tu częścią, to rodzic musi rozumieć, przynajmniej do pewnego stopnia co  tu robimy, co tu się dzieje. Jak tu się dzieje i po co. Dlatego staram się w wiatraczku wygospodarować przestrzeń w której rodzice będą mogli zdobyć wiedzę bo bez wiedzy nie uda nam się ta współpraca. Dużo u nas rozmów. Różnych i w różnych momentach. Musimy przejść na etap wiedzy o tym co robimy żeby  nasza współpraca była naprawdę owocna. Stąd pomysł wszelkich warsztatów, prowadzonych czasami przez nas, czasem przez innych specjalistów, czasem przez rodziców, wszystko zmierza do punktu od tytułem „zdobądźmy wiedze, poszerzmy horyzonty, otwórzmy głowy a później powtórnie spójrzmy na pracę edukacyjna z małymi dziećmi i zobaczmy  co można zrobić. Natychmiast ktoś mógłby użyć takich określeń jak: zrobić inaczej, zrobić lepiej ale nie do tego zmierzam. Zmierzam do tego aby używać słowa zrobić, aby coś się działo bo dla mnie to synonim rozwoju, a ocenę/refleksję zostawiam indywidualnie każdemu uczestnikowi procesu edukacyjnego. Ja zmierzam do tego aby Wiatraczek tworzył przestrzeń do szeroko pojętego rozwoju.  Do tego potrzebujemy Wiedzy. By tej przestrzeni nie zamykać. By otwarte były głowy, serca i ręce. By nie zamknąć rozwoju w pudełku.

Ale chce Pani wyjść poza przedszkole z wiedzą która Pani ma, wyjść poza tę społeczność.  Uważa Pani że ta wiedza i doświadczenie które Pani zebrała może być przydatne innym rodzicom, kobietom w ciąży, rodzinom które planują założyć rodziny, studentom pedagogiki, nauczycielom. Skąd wykiełkował ten pomysł?

Z praktyki. Obserwacji tego co dzieje się z dziećmi i tego co mówią, mniej lub bardziej otwartym tekstem,  rodzice. „Kurcze gdybym ja to wiedziała”, „czemu wcześniej nikt mi tego nie wyjaśnił”, albo „nadotykałam różnych rzeczy, przeczytałem różne książki ale to nadal nie działa i czemu to nie działa”, „no wiem, ale nie wiem jak to zrobić”, „ja chyba nie umiem być rodzicem”. Te wypowiedzi wskazują na pewien brak. Kiedy czujesz się nauczycielem to takie wypowiedzi skłaniają do refleksji. Zaczynasz myśleć, gdzie jest luka. I zaczynasz szukać. Mnie te poszukiwania doprowadziły do Wiedzy.  I do zobaczenia tego jak bardzo Wiedza pomaga. Wiedza właśnie przez duże „W” żeby odróżnić ją od informacji. Świadomie odróżnić. A później z niej czerpać. Najtrudniej powiedzieć o tym, co i po co czerpać, ponieważ ilu jest ludzi tyle powinno być odpowiedzi. Tylko na potrzeby tego wywiadu spróbuję dokonać uogólnienia.

Istnieją uniwersalne narzędzia, mechanizmy, procesy, dzięki którym człowiek wzrasta. Na każdym gruncie. Zarówno mały człowiek jak i duży. Żeby sprawnie się nimi posługiwać potrzeba przestrzeni do życia (osadzonego w Ruchu), wiedzy/świadomości i odwagi. Uważam że punkt w jakim znaleźliśmy się cywilizacyjnie, próbuje wszystko to przed nami ukryć. Schować i przekonać nas że tego nie ma i że tylko jakieś „rytuały dla wtajemniczonych” mogą nam to oddać i w dodatku po kawałku bo z całością nie damy sobie rady. Praca z małymi dziećmi, podążanie za nimi, uczenie się o gatunku ludzkim z nimi i od nich wskazuje na coś zupełnie odwrotnego. I o tym właśnie chcę powiedzieć, tym którzy będą chcieli posłuchać. Właściwie powinnam powiedzieć że dzieci ofiarowują wiedzę która działa jak „ściereczka do czyszczenia okularów”. Powoduje poprawę ostrości i jasność widzenia. Może to niewiele bo należy do tego dodać wysiłek pracy własnej, odkrycia i poukładania tego co wewnątrz a co na zewnątrz, zrozumienia na co mam wpływ i na co wpływu nie mam. Wiedza o człowieku, jego funkcjonowaniu, została wielokrotnie jak w jakimś korkociągu, wywrócona do góry nogami. Dlatego bycie rodzicem, dla osób które chcą być nim świadomie, wydaje się  tak skomplikowane, wymagające, mozolne i trudne iż wielu rodziców rezygnuje na starcie. A beneficjentami tego zniechęcenia, zmęczenia i zwyczajnego strachu albo niedoboru refleksji przed byciem rodzicem są… No właśnie, czy tylko dzieci? Moim zdaniem nie. Wszyscy my jesteśmy beneficjentami jakości naszego rodzicielstwa. Bo dzieci to przyszłość.

Nie jestem lekarzem ani terapeutą dlatego, podkreślam nie jest moim celem leczenie czy terapeutyzowanie. To co próbuję zrobić to raczej rodzaj profilaktyki, prewencji skierowanej na ochronę pełni rozwoju ludzkiego poprzez uczenie się i pozyskiwanie wiedzy. W tym wypadku, wiedzy o dzieciństwie. Kiedy człowiek rozumie czym ono jest i jaką pełni funkcję  to  pełnienie roli rodzica dostaje „w gratisie”. To właśnie chciałabym odkryć z Wami na warsztatach. Chciałabym żebyście odważyli się poczuć jak wielki potencjał  bycia rodzicem ma każdy z nas. Każdy kto sam był dzieckiem. Każdy kto odważy się zrozumieć dzieciństwo i podarować je z całą wdzięcznością i odpowiedzialnością swojemu DZIECKU.